Dzień w sumie bardzo mi się podobał. Byłam na dworze z punkowcami, w
życiu bym nie pomyślała że kiedykolwiek wyjdę z takimi osobami. Ale było
przyjemnie, dużo się działo, super atmosfera i takie tam :)
Muszę się czymś zająć.
Mam
dosyć tego codziennego martwienia się z kim wyjść. Może się nie wydaje
że nie mam. Ale tak nie jest, bo nie lubię wychodzić na dwór z osobami
przy których się nie czuje swojo, zamulam itp.
A wbrew pozorom,
jestem taka że przy mało kim się tak maksymalnie otwieram, to zależy,
naprawdę. Ale coraz bardziej tracę, wszystko zmienia się w dużym
stopniu. Aż boję się wakacje. Że spędze całe sama albo co.
A z
punkowcami nie mogę wychodzić za często, czasami wyjdę z nimi ale nie
mogę się tak z nimi zadawać, bo przeczę sama sobie , no po prostu nie
mogę i tyle, nie jestem taka jak oni i nie będe, tyle.
Brakuje mi bliskości z kimś do kogo bym coś czuła. Wszystko stało sie takie z kamienia.
Chciałabym
by pojawił się w moim życiu ktoś kto zawrócił by mi w głowie, i
jednocześnie żebym ja się tej osobie spodobała. Pokręcić, być razem.
Spędzać prawie każdy dzień. Jezu, niewiem, brakuje mi po prostu takiego
czegoś. Mam dosyć już tego muru wokół serca. Niech go ktoś rozwali.
moje życie nie jest pod każdym względem takie jak powinno. Nic.
Tak naprawdę nic nie jest dobrze. I nie będzie.
Marna ja.
Zawsze tylko trace.
No tak, zasłużyłam na samotność, ok.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz