Spędziłam bardzo udany dzień. Zmienia mi się małymi kroczkami spostrzeganie świata. Blizny w psychice są nadal i będą, ale inaczej do tego wszystkiego podchodzę. To trochę skomplikowane, nie jestem w stanie tego wytłumaczyć. Zresztą nieważne, dzisiaj się super bawiłam.
Mam co wspominać i git.
Ludzie, trochę więcej tolerancji. Kiedyś gdy widziałam jakąkolwiek osobę w glanach to po prostu już tym rzygałam, nie lubiłam po prostu takich ludzi metali,punków itp. Gdy takie osoby poznałam, zdałam sobie sprawę z tego, że to są normalni ludzie, są tacy jak wszyscy tylko inaczej wyglądają.Gatunek muzyczny jakiego się słucha i ubiór nie świadczy o człowieku.Każdy zasługuje na szacunek.
Strata zawsze boli najmocniej. Nie zliczę ile osób w życiu straciłam, ale to już nieważne, nauczyłam się z tym żyć. W środku zawsze mnie to gdzieś będzie boleć, ale po prostu przyzwyczaiłam się.
Jednak straciłam ostatnio kolejną bardzo ważną dla mnie osobę. Z dnia na dzień po prostu zaczęła się ode mnie oddalać.
Traktowałam go jak brata. Ufaliśmy sobie, wyżalaliśmy, pomagaliśmy,wygłupialiśmy. Był moim aniołkiem, który podtrzymywał mnie, nigdy nawet przez chwile nie twierdziłam że jest moim ciężarem. Wystarczyło bardzo mało czasu by stał się dla mnie tak ważny, od razu załapaliśmy super kontakt. Mogłam być przy Nim sobą. Pisaliśmy codziennie, widywaliśmy się co jakiś czas. W pewnym momencie z dnia na dzień kontakt zaczął się urywać. Zaczęliśmy się tak nagle oddalać.
Przestaliśmy pisać, o spotkaniu się to już w ogóle nie było mowy. Bolało mnie to. Boli. Jeszcze na początku marca miałam go przy sobie. Teraz go nie mam. Brakuje mi go bardzo. Naprawdę. Ale nie będę się narzucała komuś, kto ma mnie w dupie. To nie jest tak, że skoro narzekam to czemu nic nie zrobię w tym kierunku by to naprawić. Zwróciłam mu już uwagę na ten temat. Ale cóż. Gdyby mu w jakikolwiek sposób zależało to by napisał. Odezwał się. A on nic.
Bardzo bym chciała by wszystko było tak, jak jeszcze zaledwie miesiąc temu. By znowu był przy mnie. Ale go już nie ma. To boli. Nie wiem czy kogokolwiek to obchodzi, ale musiałam to napisać.
Strata zawsze miała jakiś plus. Mimo tego że cholernie cierpiałam, zawsze pojawiał się w nich jakiś nawet najmniejszy plus, taki prawie niezauważalny. W stracie jego nie ma żadnego. Nie było ani jednego minusa gdy po prostu go miałam jako przyjaciela.
Brakuje mi Ciebie, wróć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz